Mongolia tam czas płynie wolniej...
Czyngis-chan, założyciel imperium mongolskiego, jest nadal czczony w Mongolii jako bohater narodowy. Jego imię jest przywoływane z dumą, a jego strategiczny geniusz i odwaga są źródłem inspiracji dla wielu. Mówi się, że jego duch nadal czuwa nad krajem.
Chociaż Mongolia jest znana przede wszystkim z rozległych stepów, kraj ten ma również do zaoferowania piękne góry, jeziora i pustynie. Mówi się, że różnorodność krajobrazów Mongolii jest równie imponująca, jak jej bogata historia i kultura.
29 czerwca:
30 czerwca:
Zachwyceni urokiem okolicy, postanowiliśmy spędzić tu cały dzień. Część ekipy wybrała się na wycieczkę do klasztoru Amarbayasgalant, a reszta oddała się relaksowi nad rzeką. Popołudniowa kąpiel zakończyła się nieoczekiwanym wydarzeniem – Maciek został porwany przez rwący nurt, ale dzięki szybkiej reakcji i linie udało się go bezpiecznie wyciągnąć. Zwieńczeniem dnia było zdobycie pobliskiego szczytu, na którym dumnie zawisła polska flaga.
1 lipca:
Wczesna pobudka o 5:30 pozwoliła nam dotrzeć do Ułan Bator na spotkanie z rektorem Uniwersytetu Rolniczego. W stolicy Mongolii spotkaliśmy życzliwego mieszkańca, który pomógł nam odnaleźć się w miejskim labiryncie. Niestety, rektor nie mógł nas przyjąć, ale zostawiliśmy materiały promocyjne i ruszyliśmy w dalszą drogę, pełni nadziei na kolejne spotkania.
2 lipca:
Kierując się w stronę rezerwatu Baga Gadzryn Czuluu, napotkaliśmy pierwszą poważną przeszkodę – problem z kołem w jednym z naszych samochodów. Podczas gdy Piotrek i Maciek wyruszyli na poszukiwanie części zamiennych, reszta ekipy przygotowała się do noclegu pod rozgwieżdżonym niebem Mongolii.
3 lipca:
Spotkanie z Piotrem w Cogt Owoo i wspólny przejazd do zapierających dech w piersiach płonących klifów Bajandzag. Nocleg u stóp tego niezwykłego tworu natury był niezapomnianym przeżyciem.
4 lipca:
Dzień pełen wrażeń w parku krajobrazowym wąwozu Jolyin Am. Spacer po lodowej skorupie nad potokiem i podziwianie malowniczych krajobrazów były nagrodą za trud wędrówki. Wieczorem delektowaliśmy się smakiem grillowanych mongolskich kiełbasek pod rozgwieżdżonym niebem.
5 lipca:
Podróż przez wysokie góry mało uczęszczanymi szlakami była prawdziwym wyzwaniem dla naszych pojazdów. Odkrycie opuszczonego cmentarza na górskiej hali dodało wyprawie nutki tajemniczości. Nocleg wśród ruchomych wydm, w pobliżu oazy zieleni, był niezwykłym doświadczeniem.
6 lipca:
Silny wiatr szarpał namiotami, ale nie powstrzymał nas przed dalszą podróżą. Dotarliśmy do miejscowości Bogd, gdzie zatankowaliśmy, zrobiliśmy zakupy i nawiązaliśmy kontakt z bliskimi. Nocleg w tradycyjnym mongolskim kampie dla turystów był okazją do poznania lokalnej kultury i zwyczajów.
7 lipca:
Po porannym pożegnaniu z gospodarzami kampu ruszyliśmy w dalszą drogę. Nocleg na malowniczej łące nieopodal pierwszego lasu, jaki widzieliśmy w Mongolii, zakończył się niespodziewaną ulewą, która trwała przez całą noc.
8 lipca:
Przejechaliśmy przełęcz i dotarliśmy do Bat-Ulzij. Część ekipy wybrała się na wycieczkę do kanionu rzeki Orchon, a reszta odpoczywała w miejscowości. Wieczorem, po trudach poszukiwań zaginionego Piotra, trafiliśmy na lokalny festyn, gdzie mogliśmy spróbować tradycyjnych potraw i obejrzeć walki zapaśników.
9 lipca:
10 lipca:
Po porannej obserwacji barwnego pochodu jeźdźców i samochodów, spędziliśmy kilka godzin w Cecerleg, gdzie skorzystaliśmy z bankomatu, zrobiliśmy zakupy i oddaliśmy się w ręce lokalnego fryzjera. Wieczorem dotarliśmy nad Białe Jezioro, gdzie rozbiliśmy obóz na cyplu.
11 lipca:
Po chłodnej nocy przenieśliśmy się na drugą stronę jeziora. Po drodze zatrzymaliśmy się przy wygasłym wulkanie, którego część ekipy zdobyła. Znaleźliśmy tani kamp z telewizorem, gdzie mogliśmy obejrzeć finał mistrzostw świata w piłce nożnej. Poznaliśmy grupę Niemców z Berlina, z którymi spędziliśmy miły wieczór.
12 lipca:
Pożegnaliśmy się z nowymi znajomymi i ruszyliśmy na północ. Spotkaliśmy trzech Hiszpanów na rowerach, którym użyczyliśmy narzędzi do naprawy roweru. Nocleg w przydrożnej chacie okazał się zbawieniem, gdy w nocy rozpętała się ulewa.
13 lipca:
Całodzienna podróż przez góry zakończyła się w Muren, gdzie zatrzymaliśmy się na dwie godziny, aby skorzystać z Internetu i bankomatu. Późnym popołudniem dotarliśmy do Hatgal nad jeziorem Hubsug Nur, gdzie musieliśmy naprawić przebite koło w Nissanie. Nocleg w mało atrakcyjnym kampie wynagrodziła nam możliwość skorzystania z prysznica.
14 lipca:
Przenieśliśmy się na północ do urokliwej zatoczki. Podczas gdy Nissan był naprawiany, Toyota samodzielnie dotarła do celu. Rozbiliśmy obóz nad zatoką, gdzie jedynym minusem były natrętne muchy.
15 lipca:
Pożegnaliśmy Agnieszkę, która wyruszyła w dalszą podróż z grupą Francuzów. Nasza ekipa skierowała się na południe, ale problemy z nawigacją zaprowadziły nas do Arbułag. Okazało się, że most na rzece nie istnieje. Noc spędziliśmy w dzikim, ale pięknym miejscu.
16 lipca:
Ku naszej uldze, spotkaliśmy Toyotę, która również błądziła w poszukiwaniu przeprawy. Po wielu trudach udało nam się przekroczyć rzekę i dotrzeć do Burentogtah. Po drodze zatrzymaliśmy się na festynie ludowym w Cerceleg. Nocleg w pobliżu gospodarstwa, gdzie zostaliśmy ugoszczeni przez mieszkańców, był miłym zakończeniem dnia.
17 lipca:
Ruszyliśmy w kierunku jeziora Uws Nur, zatrzymując się w kolejnych miejscowościach w poszukiwaniu wulkanizatora. Noc spędziliśmy w obozowisku niedaleko gospodarstwa, gdzie zostaliśmy poczęstowani lokalnymi przysmakami.
18 lipca:
Dzień odpoczynku nad jeziorem Uws Nur. Maciek wybrał się na pieszą wycieczkę do najbliższej jurty, gdzie został ugoszczony przez mieszkańców.
19 lipca:
Po porannej kąpieli w jeziorze, odwiedziliśmy jurtę "dziewczyny w czerwonym", gdzie zostaliśmy ciepło przyjęci. Wieczorem zorganizowaliśmy wspólną imprezę z mieszkańcami jurty.
20 lipca:
Pojechaliśmy do Ułangom, gdzie naprawiliśmy koła i spotkaliśmy ponownie Holendrów. Nocleg przy drodze do Howd.
21 lipca:
W Howd naprawiliśmy kolejne koło i spotkaliśmy pracownika ambasady mongolskiej w Polsce. Przejechaliśmy przez przełęcz między dwoma czterotysięcznikami i rozbiliśmy obóz na wysokości 2557 m n.p.m. Roman i Zbyszek wybrali się na wieczorną wyprawę w góry, gdzie dotarli do śniegu.
22 lipca:
Po wymianie koła nad jeziorem Torbo Nur dotarliśmy do Ułgij, gdzie ku naszemu zaskoczeniu okazało się, że granica jest zamknięta. Znaleźliśmy nocleg w przydrożnym domu gdzie za 15 000 tugrików (ok. 12,5 zł) od osoby spędziliśmy 3 noce. Wieczór upłynął nam w wesołej atmosferze z gospodarzami, świętując urodziny Wojtka. Choć łóżka nie były najwygodniejsze, cieszyliśmy się z dachu nad głową i wspólnej jadalni. Zbyszek, zawsze żądny przygód, zaplanował na następny dzień konną przejażdżkę.
23 lipca:
Rano Zbyszek wyruszył po konia, ale szybko wrócił, zdezorientowany zmianą strefy czasowej. Okazało się, że jesteśmy teraz "tylko" 5 godzin za czasem polskim. Dołączyli do nas Niemcy i Holendrzy, równie zaskoczeni zamkniętą granicą. Spędziliśmy leniwy dzień, delektując się obiadem przygotowanym przez gospodarzy. Holendrzy, zmęczeni natarczywością miejscowych dzieci, postanowili przenieść się dalej od wioski.
24 lipca:
Obawiając się porannej kolejki na granicy, ustawiliśmy samochody już wieczorem. Szybko dołączyły do nas inne pojazdy, w tym grupa pracowników uniwersytetu z Władywostoku i zorganizowana grupa Holendrów. Wieczór spędziliśmy w miłej atmosferze, pijąc kawę i rozmawiając z naszymi nowymi rosyjskimi znajomymi.
25 lipca:
Wczesna pobudka i nerwowe oczekiwanie na otwarcie granicy. W końcu, około godziny 11, ruszyliśmy w kierunku Rosji. Po przekroczeniu granicy pożegnaliśmy się z załogą Toyoty, która skierowała się do Kazachstanu. My, w Nissanie, ruszyliśmy w stronę Nowosybirska, gdzie dotarliśmy w środku nocy i zatrzymaliśmy się na parkingu przy warsztacie samochodowym.
26 lipca:
Po porannej wymianie oleju i wtryskiwaczy, zaopatrzyłem się w rosyjską kartę SIM, co pozwoliło mi w końcu skontaktować się z bliskimi. Po południu wyruszyliśmy w dalszą drogę, zatrzymując się na nocleg w przydrożnym zajeździe.
27 lipca:
Po szybkim śniadaniu ruszyliśmy w kierunku Kurganu, gdzie czekał na nas Nikołaj, szwagier Galiny z grupy władywostockiej. Dotarliśmy tam wieczorem i zostaliśmy ciepło przyjęci przez gospodarzy. Po obfitej kolacji udaliśmy się do tradycyjnej rosyjskiej bani, gdzie Nikołaj zaserwował mi intensywny masaż witkami brzozowymi. Noc spędziliśmy w przytulnym pokoiku gościnnym.
28 lipca:
Po pożegnaniu z gospodarzami ruszyliśmy w dalszą drogę, omijając Czelabińsk i wjeżdżając w góry Ural. Wieczorem zatrzymaliśmy się na nocleg na parkingu przy kempingu, gdzie niestety panował duży hałas od przejeżdżających ciężarówek. Mimo to, udało nam się skorzystać z sauny w pobliskim ośrodku.
29 lipca:
Po szybkim śniadaniu ruszyliśmy w dalszą drogę. W okolicach Woroneża niebo było zasnute dymem z pożarów lasów. Upał był nie do zniesienia. Nocleg spędziliśmy na parkingu przy całodobowym zajeździe, gdzie mogliśmy skorzystać z polowego prysznica.
30 lipca:
Po smacznym śniadaniu ruszyliśmy w dalszą drogę. Około południa przekroczyliśmy granicę rosyjsko-ukraińską, gdzie spotkaliśmy się z życzliwością pograniczników. Wieczorem dotarliśmy do Kijowa, gdzie spędziliśmy noc na strzeżonym parkingu dla TIR-ów.
31 lipca:
Wczesnym rankiem ruszyliśmy w kierunku Polski. Po drodze zatrzymaliśmy się na śniadanie, które niestety pozostawiało wiele do życzenia. Około godziny 14 wyjechaliśmy ze Lwowa i dotarliśmy na granicę. Po dwóch godzinach stania w kolejce wjechaliśmy do Polski. Do domu dotarliśmy krótko przed północą, kończąc naszą niezapomnianą mongolską przygodę.
1 sierpnia:
Wyprawa do Mongolii oficjalnie dobiegła końca. Pełni wrażeń i wspomnień, wróciliśmy do codzienności, ale z pewnością ta podróż na długo pozostanie w naszej pamięci.


Komentarze
Prześlij komentarz
Dziękuję za komentarz.